Zamiast przykładnie udać się na
wykład z historii literatury polskiej, Alberto gdzieś w okolicach szóstej rano
zamordował budzik w komórce i spokojnie wrócił do spania. Wstał spokojnie
cztery godziny później, zjadł śniadanie i przede wszystkim – żeby doprowadzić
się do stanu względnej używalności – wypił herbatę. A potem wybrał się na
spacer do Empiku, po najnowszą część „Felixa, Neta i Niki” Rafała Kosika,
której to serii Alberto jest wielkim wielbicielem od samego początku (osiem
lat; kiedy to minęło?!). Przekraczając próg sklepu po raz kolejny pożałował, że
nie założył klapek na oczy, żeby nie móc rozglądać się na boki (tyle nowych
książek, chcę je wszyyystkieee!) i udać się prosto do półek z nowościami. Szlochając
w duchu z żalu, złapał za książkę i czym prędzej pobiegł do kasy, zanim zdążył
wykupić połowę zawartości działu z literaturą. Przed sklepem Alberto od razu
wyciągnął swój nowy zakup i, zgodnie z odwiecznym rytuałem, zaciągnął się
głęboko zapachem nowej książki. Obawiając się, że za chwilę zacznie mruczeć z
radości niczym dobrze odżywiony kot, czmychnął do domu, żeby przygotować sobie
zestaw obowiązkowy w postaci nowej herbaty, umościć się wygodnie w fotelu i
zagłębić w innym świecie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz