wtorek, 6 listopada 2012

W starej szufladzie czyli prywatna rupieciarnia Alberto


W starej szufladzie, koniecznie mocno zakurzonej, powinno leżeć pióro, najlepiej ze złotą stalówką. Obok kategorycznie musi stać stary kałamarz, tuż przy ozdobnej kremowej papeterii. W rogu powinny znajdować się listy od ukochanego lub do ukochanej, obwiązane wstążką, najlepiej bordową. Czerwona może jeszcze jakoś ujdzie, ale już zwykły sznurek jest niedopuszczalny. W szufladzie muszą też być schowane albo stara i bardzo cenna książka z pożółkłymi kartkami, albo album z rodzinnymi – ale wyłącznie czarno-białymi – fotografiami, albo klaser z cenną kolekcją znaczków. Mile widziany jest także pamiętnik liczący sobie od siedemdziesięciu lat wzwyż. Można tutaj ewentualnie włożyć starannie wygładzone sreberko od wyjątkowo dobrej czekolady lub złoty pierścionek w malutkim puzderku wyściełanym czarnym, bądź też białym aksamitem. Sama stara szuflada powinna mieścić się w równie starym biurku, najlepiej dębowym, ustawionym w rogu jakiegoś reprezentacyjnego pomieszczenia. Pożądanym miejscem jest wiekowa biblioteka z regałami pełnymi książek. Może to być ewentualnie salon z indyjskim dywanem, zegarem stojącym obok fortepianu oraz obrazami znanych malarzy wartymi… Stop. Alberto nie ma ani indyjskiego dywanu ani fortepianu, zaś jego mieszkanie w Śródmieściu Warszawy w niczym nie przypomina wiktoriańskiej posiadłości. Ma jednak starą szufladę. No dobrze, może nie jakąś bardzo starą, bo jej wiek ledwo przekracza jedenaście lat, ale w końcu lepsze to niż nic. Alerto za to odnosi wrażenie, że chyba nie ma ona dna, ponieważ najczęściej coś do niej wkłada lub wpycha, a wyjmowanie – jeśli już w ogóle następuje – polega na wywróceniu jej do góry dnem i wysypaniu zawartości na podłogę. Po znalezieniu pożądanego przedmiotu następuje ponowne upchnięcie wszystkiego w biurku, bez zwracania uwagi na pozostałe rzeczy i dopchnięcie szuflady kolanem, jeśli nie chce się domknąć. Najczęściej bywa właśnie tak. Jednak tym razem będzie inaczej. Powoli, niemalże z namaszczeniem, Alberto wyciąga kolejne rzeczy. Pióra ze złotą stalówką nie ma, ale tylko dlatego, że Alberto pisze piórem na co dzień i praktycznie się z nim nie rozstaje. Znajduje za to stertę długopisów, w większości wypisanych, chociaż są i takie, w których brakuje tylko wkładu lub jakiejś sprężynki. Zamiast kałamarza między stosem rzeczy poniewierają się puste wkłady po atramencie. Eleganckiej papeterii Alberto również nie posiada, bo nigdy nie miał osoby, do której mógłby pisać listy (czego bardzo żałuje). Jest za to mnóstwo różnego rodzaju kolorowych karteczek z numerami telefonów, adresami stron internetowych i śmiesznymi dialogami z filmów, których znalezienie wprawia Alberto w bardzo dobry humor. Starych książek też nie ma (stoją elegancko na półkach), pamiętnika tym bardziej (został starannie ukryty w pudle na szafie z obawy przed młodszą siostrą). Alberto uśmiecha się jednak, widząc szkolny piórnik z pierwszej klasy, niegdyś obiekt wyjątkowej zazdrości koleżanek z klasy. Za to na widok klucza do skrzynki pocztowej, który zgubił pół roku wcześniej, łapie się za głowę. Szukał go wszędzie i oczywiście nie znalazł. No ale… Alberto przebiera nadal w tym ogromnym stosie. O! Czekolada! Ah, nie, niestety to tylko puste opakowanie. Nożyczek i taśmy klejącej nie ma, bo jako artykuły pierwszej potrzeby zawsze leżą na środku biurka. Alberto wyciąga trzy połamane kątomierze i co najmniej dziesięć równie połamanych linijek. Ołówki. Zielona skarpetka. Zaraz, zaraz! Skarpetka?! A co tu robi skarpetka?! Zresztą nieważne. Popatrzmy dalej. Cyrkiel. Ekierka. Nieskończona ilość paczek chusteczek. Spinacze. Zszywacz. Zszywki, ale oczywiście za małe, żeby mogły pasować do zszywacza. Ściąga z matematyki. Jakieś pogniecione ulotki. Kalkulator. Drugi cyrkiel. Gumki do włosów. Papierki po cukierkach. Płyta z programem do wypełniania PITów. Pognieciona kartkówka z biologii… Chyba już wystarczy. Dumając nad stosem rupieci Alberto może z czystym sumieniem uznać, że jego szuflada spełnia normy, przynajmniej te współcześnie przyjęte, jeśli chodzi o przedmioty, które powinny się w niej znajdować. I tylko listów od ukochanego jak nie było tak nadal nie ma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz