W starej szufladzie, koniecznie mocno
zakurzonej, powinno leżeć pióro, najlepiej ze złotą stalówką. Obok kategorycznie
musi stać stary kałamarz, tuż przy ozdobnej kremowej papeterii. W rogu powinny
znajdować się listy od ukochanego lub do ukochanej, obwiązane wstążką,
najlepiej bordową. Czerwona może jeszcze jakoś ujdzie, ale już zwykły sznurek
jest niedopuszczalny. W szufladzie muszą też być schowane albo stara i bardzo
cenna książka z pożółkłymi kartkami, albo album z rodzinnymi – ale
wyłącznie czarno-białymi – fotografiami, albo klaser z cenną kolekcją znaczków.
Mile widziany jest także pamiętnik liczący sobie od siedemdziesięciu lat wzwyż.
Można tutaj ewentualnie włożyć starannie wygładzone sreberko od wyjątkowo
dobrej czekolady lub złoty pierścionek w malutkim puzderku wyściełanym czarnym,
bądź też białym aksamitem. Sama stara szuflada powinna mieścić się w równie
starym biurku, najlepiej dębowym, ustawionym w rogu jakiegoś reprezentacyjnego
pomieszczenia. Pożądanym miejscem jest wiekowa biblioteka z regałami pełnymi
książek. Może to być ewentualnie salon z indyjskim dywanem, zegarem stojącym
obok fortepianu oraz obrazami znanych malarzy wartymi… Stop. Alberto nie ma ani
indyjskiego dywanu ani fortepianu, zaś jego mieszkanie w Śródmieściu Warszawy w
niczym nie przypomina wiktoriańskiej posiadłości. Ma jednak starą
szufladę. No dobrze, może nie jakąś bardzo starą, bo jej wiek ledwo
przekracza jedenaście lat, ale w końcu lepsze to niż nic. Alerto za to odnosi
wrażenie, że chyba nie ma ona dna, ponieważ najczęściej coś do niej wkłada lub
wpycha, a wyjmowanie – jeśli już w ogóle następuje – polega na wywróceniu jej
do góry dnem i wysypaniu zawartości na podłogę. Po znalezieniu pożądanego
przedmiotu następuje ponowne upchnięcie wszystkiego w biurku, bez zwracania
uwagi na pozostałe rzeczy i dopchnięcie szuflady kolanem, jeśli nie chce
się domknąć. Najczęściej bywa właśnie tak. Jednak tym razem będzie inaczej. Powoli,
niemalże z namaszczeniem, Alberto wyciąga kolejne rzeczy. Pióra ze złotą stalówką
nie ma, ale tylko dlatego, że Alberto pisze piórem na co dzień i praktycznie
się z nim nie rozstaje. Znajduje za to stertę długopisów, w większości
wypisanych, chociaż są i takie, w których brakuje tylko wkładu lub jakiejś
sprężynki. Zamiast kałamarza między stosem rzeczy poniewierają się puste wkłady
po atramencie. Eleganckiej papeterii Alberto również nie posiada, bo nigdy nie
miał osoby, do której mógłby pisać listy (czego bardzo żałuje). Jest za to
mnóstwo różnego rodzaju kolorowych karteczek z numerami telefonów, adresami
stron internetowych i śmiesznymi dialogami z filmów, których znalezienie
wprawia Alberto w bardzo dobry humor. Starych książek też nie ma (stoją
elegancko na półkach), pamiętnika tym bardziej (został starannie ukryty w pudle
na szafie z obawy przed młodszą siostrą). Alberto uśmiecha się jednak, widząc
szkolny piórnik z pierwszej klasy, niegdyś obiekt wyjątkowej zazdrości
koleżanek z klasy. Za to na widok klucza do skrzynki pocztowej, który
zgubił pół roku wcześniej, łapie się za głowę. Szukał go wszędzie i oczywiście
nie znalazł. No ale… Alberto przebiera nadal w tym ogromnym stosie. O!
Czekolada! Ah, nie, niestety to tylko puste opakowanie. Nożyczek i taśmy
klejącej nie ma, bo jako artykuły pierwszej potrzeby zawsze leżą na środku
biurka. Alberto wyciąga trzy połamane kątomierze i co najmniej dziesięć równie
połamanych linijek. Ołówki. Zielona skarpetka. Zaraz, zaraz! Skarpetka?! A co
tu robi skarpetka?! Zresztą nieważne. Popatrzmy dalej. Cyrkiel. Ekierka. Nieskończona
ilość paczek chusteczek. Spinacze. Zszywacz. Zszywki, ale oczywiście za małe,
żeby mogły pasować do zszywacza. Ściąga z matematyki. Jakieś pogniecione
ulotki. Kalkulator. Drugi cyrkiel. Gumki do włosów. Papierki po cukierkach.
Płyta z programem do wypełniania PITów. Pognieciona kartkówka z biologii… Chyba
już wystarczy. Dumając nad stosem rupieci Alberto może z czystym sumieniem uznać,
że jego szuflada spełnia normy, przynajmniej te współcześnie przyjęte, jeśli
chodzi o przedmioty, które powinny się w niej znajdować. I tylko listów od
ukochanego jak nie było tak nadal nie ma.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz