Na początku Alberto pozwoli sobie zacytować jego panią
profesor od historii literatury polskiej, staropolski i renesansu – „filolog
polski nade wszystko powinien miłować słowo”. Idąc tym śladem powinien również
miłować wszelką lekturę. Jednak semestralny sprawdzian wyraźnie pokazał, że
pierwszoroczni początkujący filolodzy są dość oszczędni w tymże miłowaniu. Alberto,
do obłędu zakochany w romantyzmie, zgadza się, że okres staropolski być może
nie jest najbardziej fascynującą epoką, jednak nie jest też okresem szalenie
trudnym do wyuczenia. Owszem, hasają tam w większości autorzy bez nazwisk, za
to z dziwnymi miejscowościami za imieniem, jakieś Janki z Czarnkowa i Mikołaje
z Mierzeńca, jednak nie ma ich znowu tak dużo. Pozostali autorzy jak Janek
Kochanowski i Mikołaj Rej są jednak powszechnie znani i kojarzeni, więc
wydawałoby się, że z nimi już nie powinno być żadnych większych kłopotów. A
jednak. W niewyjaśnionych okolicznościach niejaki Wincenty Kadłubek, znany
kronikarz, został przeniesiony w czasie o trzysta lat, najwyraźniej specjalnie
po to, żeby mógł – znowu cytując panią profesor – zostać pisarzem
science-fiction lub ewentualnie prorokiem. Marię Dąbrowską, której również
przypisano dzieło, którego nie napisała, spotkał podobny los, jednak ona
podróżowała nieco dłużej, bo aż do 700 roku przed naszą erą, prosto w czasy
Hezjoda – autora eposu dydaktycznego „Prace i dni”. Spośród staropolskich twórców
najgorzej chyba został potraktowany Władysław z Gielniowa, który – w zależności
od sprawdzianu i inwencji twórczej piszącego – miotał się między
najróżniejszymi miejscami zamieszkania. Część studentów uważała, że pochodził
on z Goleniowa, część inna uznała, że były to Gliwice. Znalazło się też parę
osób, które z miast na „g” kojarzą wyłącznie „Gdańsk”, co jednak nie
przeszkodziło im w napisaniu tego na sprawdzianie. I na koniec jeszcze „Legenda
o św. Aleksym”, która może i arcydziełem nie jest, ale znajduje się w
obowiązkowym kanonie lektur polonistycznych. Żona św. Aleksego miała na imię
Famijana. Nie Familiada. Z tego wszystkiego wynika wyłącznie jeden wniosek –
twórcom znanego programu rozrywkowego, od kilkunastu lat goszczącego w drugim
programie Telewizji Polskiej, legenda o św. Aleksym musiała być niezwykle
bliska.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz