czwartek, 24 stycznia 2013

Podwodnie - "Syrena" Trici Rayburn


Do tej pory Alberto – który śledzi dość dokładnie książkowe fantastyczne nowości i orientuje się też mniej więcej w literaturze młodzieżowej, zawierającej pewne fantastyczne elementy – był głęboko przekonany, że wszystkie fantastyczne stworzenia, zwłaszcza wampiry i wilkołaki, zostały już tak mocno wyeksploatowane przez najróżniejszych autorów, że kolejne książki z nimi w roli głównej, mogą być już tylko wtórnymi historiami. A jednak Alberto się mylił. Wprawdzie „Syrena” Trici Rayburn jest prezentem podchoinkowym młodszej siostry Alberto, jednak Alberto zobaczywszy nowy tekst literacki nie mógł się powstrzymać i – gdy nikt nie patrzył – porwał książkę i zaszył się z nią w łazience.
„Syrena” zaczyna się niewinnie. Dwie siostry, Vanessa i Justine Sands, spędzają kolejne wakacje w miasteczku Winter Harbor. Spotykają się ze znajomymi, Simonem i Calebem, pływają łódką po jeziorze i skaczą z urwiska wprost w wody Atlantyku. Pewnego dnia, po wyjątkowo nieprzyjemnej kłótni z rodzicami, Justine w złym humorze wychodzi z domu. Vanessa nie podejrzewa, że widzi ją żywą po raz ostatni. Następnego dnia fale oceanu wyrzucają ciało Justine na brzeg. 
Rok później Vanessa, która nadal nie wierzy, że śmierć jej starszej siostry była nieszczęśliwym wypadkiem, postanawia sama wrócić do Winter Harbor. Zaczyna miewać halucynacje, słyszy dziwne głosy a na dodatek dowiaduje się, że Caleb zaginął. Wraz z przyjacielem Simonem, postanawia odnaleźć Caleba i wyjaśnić przyczyny śmierci Justine. A tymczasem w miasteczku zaczynają dziać się coraz dziwniejsze rzeczy…
Ku zaskoczeniu Alberto, okazało się, że wśród magicznych stworzeń znajdują się i takie, o których nie napisano jeszcze wielu beletrystycznych utworów. Są to syreny. W dodatku przedstawione w naprawdę ciekawy i dość oryginalny sposób. Akcja książki jest wartka i praktycznie nie ma momentu, w którym czytelnik się nudzi. W amerykańskich książkach dla młodzieży niestety zazwyczaj bohaterowie są wyjątkowo irytujący, często także infantylni, dlatego Alberto jest bardzo pozytywnie zaskoczony – tym razem główne postacie są całkiem normalne i wzbudzają dość dużą sympatię. Vanessa nie jest nadzwyczajnie uzdolniona ale też nie potyka się na każdym kroku o własne nogi. Jest po prostu taka, jak większość dziewczyn w jej wieku. I właśnie między innymi to sprawia, że całą historię czyta się bardzo szybko i – co najważniejsze – z przyjemnością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz